Dlaczego nie czytam książek?

Zewsząd słychać lamenty jak to czytelnictwo w naszym kraju spada. Faktem jest, że ludzie nie czytają, wolą oglądać. Są jednak chwalebne wyjątki, dla których słowo pisane ma niezaprzeczalne zalety np. przebywanie sam na sam z bohaterami czytanej historii. Można czytać kiedy się chce i gdzie tylko jesteśmy w stanie zabrać ulubioną książkę. Odkąd mamy elektroniczne czytniki książek takie jak Kindle, InkBook, Pocketbook czy wiele innych możemy bezpiecznie zabierać swoje ulubione tytuły gdziekolwiek. No to dlaczego piszę, że nie czytam książek?


Polityka panie, polityka…

Co ma polityka do poziomu czytelnictwa? Jak się okazuje bardzo wiele. W Polsce na skutek politycznych decyzji – unijnego „dupolizostwa” obowiązuje prawo unijne, mylnie nazywane polskim. Co w praktyce oznacza 5% VAT na wydawnictwa papierowe i 23% VAT na wydawnictwa rozprowadzane drogą elektroniczną. Czyli plik elektroniczny zajmujący niewiele pamięci w twoim czytniku kosztuje tyle co wielka papierowa „cegła”, która zwykle po przeczytaniu ląduje na półce. Jeśli ktoś jest pasjonatem dajmy na to powieści pisanych w seriach to szybko zabraknie mu miejsca na „produkcję” ulubionego autora. Jak dla mnie jest to ważki powód by książek (beletrystyki) nie kupować. Drugi aspekt to ekologia. Ilość papieru potrzebna na druk jest astronomiczna. Kolejny to wyprzedaże w hipermarketach.

Kiedy trafię na coś takiego, przecieram oczy ze zdumienia. Książki po 5-10 zł. i nikt ich nie chce ?.. Wystarczy pochylić się nad takim pełnym koszem i wszystko jasne. Szmelc, chłam – dno. Naprawdę lepiej byłoby wydawać to elektronicznie, nie marnując energii i zasobów. Można by sprzedawać to tanio – a nuż ktoś by się skusił?

Więc dlaczego nie czytam książek?

Chętnie wróciłbym do dawno czytanych klasyków literatury – Chandler’a – z jego genialnym detektywem Philipem Marlowe. Niesamowitych thrillerów Frederick’a Forsyth’a i wielu innych. Za dzieciaka zaczytywałem się przygodowymi książkami Szklarskiego o przygodach mojego imiennika np. w krainie kangurów. Bohaterowie tych historii byli nieco nierealni, idealni ale pozytywni – dobrzy. A to dla młodego 12 letniego pożeracza książek było bezcenne. Kto dziś pamięta przygody dwu przyjaciół – lekarza i trapera – którzy rozwiązywali zagadki sensacyjno-kryminalne w przeróżnych lokacjach USA, Kanady czy Meksyku – głównych postaci z powieści Wiesława Wernica?

Dziś jako dojrzały człowiek czego innego szukam w literaturze. Nade wszystko – prawdy. Książki nie będące stekiem bzdur i kłamstw to rzadkość. Wpływowe ciągle jeszcze środowiska lewicowo-liberalne zawsze mają środki na promowanie literackiego badziewia. Książek, które mają za zadanie zasiać ferment albo odmóżdżyć. Autorzy niepoprawni politycznie w szerokim odbiorze nie istnieją. Najpopularniejsze internetowe księgarnie czy dyskonty książkowe nie mają w swoich ofertach książek Michalkiewicza, Krajskiego, Płużańskiego i wielu, wielu innych.

Owszem, kto szuka ten znajdzie – papierowe wydania książek „prawicowych” istnieją, wydawane przez małe niezależne wydawnictwa. Ma to wpływ na ich dostępność – cena + wysyłka – i jak zawsze brak wersji elektronicznej. Nie wiem, czy się nie opłaca, czy też wydawcy boją się pirackiego rozpowszechniania tych wydawnictw? Dla mnie osobiście to dziwne podejście. Zawsze gdy kupuję e-booka zaszyta jest w nim informacja o tym, że jestem posiadaczem kopii tej książki. Wiadomo więc iż nie będę rozdawał jej ani za pieniądze ani za darmo. Bardzo łatwo można by mnie namierzyć. Paradoksalnie źródłem pirackich kopii książki (jakiejkolwiek) są beznadziejnej jakości skany książek papierowych. Zeskanowanie w jakości 300dpi kilkuset stronicowej książki zajmuje sporo czasu, trzeba mieć też dostęp do dobrego oprogramowania OCR (zamieniającego skan – obrazek – na tekst). Dlatego większość skanów książki papierowej robiona jest w niskiej jakości, a więc dużo szybciej – a co za tym idzie roi się w niej od błędów. Program do OCR analizując obraz myli się zamieniając pojedyncze litery np. „p” na „q”. Zamieniony papierowy tekst trafia do edytora tekstu i tam autokorekta dokańcza dzieło zniszczenia. Efektem są zdania nie mające gramatycznego, albo co gorsza logicznego sensu. Taką książkę czyta się tragicznie…

Wspominałem już o politycznych aspektach wydawania książek. Szkalujące Polskę i Polaków bajki J.T.Gross’a dostaniemy wszędzie, natomiast oparte na źródłach historycznych książki J.R.Nowaka praktycznie nie istnieją. Wydane dawno temu, w małych nakładach, nie wznawiane – bez wersji elektronicznej… Takich przykładów jest bardzo wiele. Amerykanie nie boją się serwować czytelnikom różnorodnej literatury. Książki „wyklętego” Normana G.Finkelstein’a można znaleźć na Play.google.com – za wyjątkiem osławionej Holocaust Industry. Gdzie ta wolna Ameryka…

Gorzka refleksja

Wymienione przeze mnie książki jako niepoprawne lub niepopularne nie istnieją prawie w wersjach elektronicznych na czytniki. Literatura młodzieżowa, przygodowa ma już nowych autorów a starej gwardii można szukać w antykwariatach – ale tylko na papierze. Dlatego nie czytam już książek, a szkoda…
Jeśli nie zgadzacie się z moimi wnioskami – komentujcie, polemizujcie – zapraszam.

A co ty o tym myślisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.