Downshifting czyli nie potrzebuję tego wszystkiego.

Downshifting czyli nie potrzebuję tego wszystkiego? No właśnie – co tak naprawdę w życiu jest potrzebne? Właśnie zadałem sobie to pytanie po przeczytaniu wypowiedzi kilku osób, które radykalnie zmieniły swoje nastawienie do życia.|Bo czy naprawdę jest mi potrzebne tyle rzeczy? Często przecież jest tak, że kupuję coś tak pod wpływem chwili, impulsu. Po jakimś czasie okazuje się, że ten zachwycający zakup leży bezużytecznie gdzieś, zajmując tylko miejsce. Nie mówiąc o wydrenowanym, mniej lub bardziej portfelu …

Jeśli chodzi o nadmiar rzeczy zbędnych, kupowanych bez wyraźnej potrzeby – absolutnie się zgadzam. To samo tyczy się gratów trzymanych bo a nuż się przyda. Zwykle jest tak, że nie przyda się wcale.

Druga strona tego całego życia blisko natury, zgodnie z samym sobą jest taka iż mogą na luksus bycia wolnym pozwolić sobie ludzie z odpowiednim zapasem gotówki na boku, albo single, którym łatwo przychodzi porzucenie stabilizacji stałej pracy. Jeżeli ktoś ma zawód lub umiejętności bardzo dobrze opłacane, które może wykonywać w domu, w optymalnych dla siebie warunkach – wygrał. Większość ludzi pracuje jednak  na etatach 8-12 godzin dziennie i zarabia na tyle aby uciągnąć od wypłaty do wypłaty. Fakt – ta stała praca to niejednokrotnie kierat.

Weźmy na przykład mieszkanie. Każdy gdzieś musi mieszkać. Najlepiej na swoim – bo koszt wynajmu mieszkania w Polsce to minimalna płaca plus opłaty za media. Więc większość wybiera hipotekę i buduje dom, lub kupuje jakieś „em”. Zakłada sobie chomąto na 30 lat i musi „rypać” bo inaczej bank zabierze. Podobnie ma się sprawa z samochodem – albo stary grat za małą kasę plus koszty napraw, albo nowy w kredycie lub leasingu.
I jak tu cieszyć się życiem, rodziną, spokojem?
Bogate anglosaskie cwaniaki mają łatwiej – i mają downshifting…

A co ty o tym myślisz?