Potrzebuję nowy wóz …

Ile to razy słyszymy stwierdzenie: potrzebuję nowy wózek, brykę, furę, auto. Niekończące się rozmowy na temat zużycia paliwa, awaryjności, kosztów eksploatacji i napraw. Zajadłe spory miłośników tej czy innej marki. Dla odmiany zajrzyjmy do mojego świata gdzie dobry wózek oceniany jest zgoła innymi kategoriami.

Wytrzymała a przy tym lekka rama, wysokociśnieniowe, wąskie opony obniżające opory toczenia, możliwie najmniejsze kółka przednie dające niezbędną zwrotność. A do tego jeszcze design sprawiający, że inwalidzki przecież wózek nie rzuca się w oczy – stapiając się w jedno z użytkownikiem. Oto priorytety aktywnego wózkowicza.

„ Socjalizm jest to ustrój,
w którym bohatersko pokonuje się trudności,
nieznane w żadnym innym ustroju”
Stefan Kisielewski

Prześledźmy drogę do własnego wózka jaką musi przebyć potrzebujący. Teoretycznie są to tylko 3 kroki:

  1. Idziemy (jedziemy…) do lekarza posiadającego umowę z NFZ – po zlecenie na zaopatrzenie w wyroby medyczne. Jako obywatelom państwa opiekuńczego przysługuje nam prawo do refundacji różnych wyrobów medycznych – oczywiście w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.
  2. Udajemy się do placówki NFZ aby potwierdzić zlecenie wypisane przez lekarza.
  3. Odbieramy swój wyrób medyczny (wózek) w punkcie posiadającym umowę z NFZ. Nie obowiązuje rejonizacja – odbierasz sprzęt gdzie chcesz. Jeżeli cena wózka przekracza ustalony przez NFZ limit dopłacasz różnicę.

 

Bułka z masłem po prostu. Tyle teorii a co z praktyką?

Od „obalenia komuny” minęło blisko 26 lat a słowa Kisiela nadal są aktualne. Podobno komuna upadła a socjalizmu dawno nie ma,
ale problemy z nowym wózkiem jak były, tak są. „Nieszczęśliwy kraj” w jakim żyjemy każe harować większości obywateli bardziej niż sąsiadom zza Odry na przykład. Sprzęt potrzebny niepełnosprawnym ruchowo od kul po wózki elektryczne z pionizacją, importowany jest do naszego kraju. Wyjątki od tej reguły są nieliczne np. ten. Oznacza to, że płacimy za wszystko średnio czterokrotnie drożej – a zarabiamy „na papierze” podobnie – różnica tkwi w drobnym szczególe – kursie złotówki do euro i dolara.

1000 złotych to zaledwie 250 euro!

Szukając różnych towarów w internetowych sklepach poza Polską, boleśnie się o tym przekonujemy. Oczywiście są nieliczni, co takimi drobiazgami się nie przejmują. Członkowie takich czy innych „elit”, co to za mniej niż 6 tys. nie chwycą się roboty…

Ale zostawmy tych szczęśliwców. Zdecydowana większość niepełnosprawnych poruszających się wózkami ma sytuację finansową raczej kiepską. Wynika to z wielu przyczyn o których dziś nie napiszę.
Zdobywanie nowego wózka wygląda odrobinę inaczej niż na stronie NFZ.

  • W punkcie 1 jest mowa o lekarzu posiadającym itd. W praktyce są to dwaj lekarze. Pierwszego kontaktu a potem specjalista, ortopeda, traumatolog. Inaczej nici z wózka aktywnego.
  • Punkt 2 to wyprawa do NFZ aby potwierdzić wniosek. Jeżeli wszystko jest ok to sprawę załatwimy, gdy jednak pan(i) doktor się „kiwnie” wniosek nie zostaje potwierdzony i wracamy do lekarza po niezbędne poprawki (przykładowo jakiś brakujący symbol).
  • Punkt 3 jest najłatwiejszy. Znajdujemy jakiś sklep medyczny akceptowany przez NFZ i wybieramy sprzęcik. Lakoniczne zdanie o możliwości dofinansowania wózka własnymi środkami brzmi tak zachęcająco…

Ktoś rozgarnięty włączy przeglądarkę wpisze adres porównywarki cen i powie mi zaraz: Co ty piszesz, przecież stoi jak wół, że za 900 zł można mieć aluminiowy wózek inwalidzki . No nie do końca to prawda – cena dotyczy sprzętu kupionego na własną rękę – prywatnie – bez dofinansowania z NFZ. Sprzedawcy wiedzą jednak dobrze jak robić interesy. Ceny sprzętu skalkulowane są tak aby maksymalnie orżnąć system. Za pieniądze z NFZ dają beznadziejne wózki jakie można często spotkać w szpitalach. Służą one tam jako chwilowy transport pacjentów na badania w obrębie szpitala i kompletnie nie nadają się do codziennego funkcjonowania aktywnego wózkowicza.

Cena każdego lekkiego wózka, ułatwiającego życie idzie niebezpiecznie w górę – tak, iż dodatkowe dofinansowanie ze środków PCPR lub MOPS również przestaje wystarczać.
Oczywiście jest możliwość zdobycia aktywnego wózka polskiej produkcji, którego cena mieści się w w/w dofinansowaniach, ale… Jest to cena za wózek „seryjnie” produkowany. Jeżeli potrzeby wynikające ze stanu zdrowia/niepełnosprawności są inne trzeba sporo dopłacić – i wtedy polski wózek nie jest bardziej opłacalny od zachodnich.
I tutaj dochodzimy do sedna. Bryka, którą bez nadmiernego wysiłku i elegancko będziemy się poruszać musi (?) kosztować. Co oznacza w praktyce iż za dobry wózek inwalidzki np. ten lub ten trzeba zapłacić nawet 15 000 zł – cena wraz z dofinansowaniem. W praktyce wszystkie środki jakie może zdobyć niepełnosprawny nie przekroczą 4 500 zł, czyli sfinansujemy sobie 1/3 lub najwyżej 1/2 ceny nowego wózka (gdy wózek kosztuje 9 000 zł). Jako ciekawostkę podam fakt – wózki o ramie wykonanej z włókien węglowych kosztują nawet ponad 20 000 zł…

Oczywiście dofinansowania ze środków PCPR czy MOPS są zależne od dochodów – nie zawsze sięgną górnej granicy a nade wszystko nie wystarczą. I co w takim wypadku robić? Wielu niepełnosprawnych radzi sobie kombinowaniem. Chodzą od lekarza do lekarza z prośbą o wypisanie wniosku na sprzęt rehabilitacyjny czy medyczny, który można powiązać z ich niepełnosprawnością – niekiedy bardzo luźno. Robią tak bo nie mają innej możliwości, mimo iż może to oznaczać kłopoty podczas ewentualnej kontroli z NFZ…

Ot życie…

Jedna odpowiedź do “Potrzebuję nowy wóz …”

A co ty o tym myślisz?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.