Szpitalna przygoda?

Szpitalna przygoda – to tytuł nieco przewrotny. Bo pobyt w szpitalu raczej trudno zaliczyć  do „fajnych” chwil w życiu. No może poza wyjątkiem  oddziału położniczego… Tylko co ja miałbym z tym wspólnego?

Właśnie – ojcem zostałem już dawno – więc na porodówkę mi nie po drodze. W szpitalu jednak spędziłem kilka dni. Sądzę, że było to konieczne – a może taką mam nadzieję…
Nie chcę zanudzać Was dość monotonną rzeczywistością oddziału wewnętrznego. Ale kilka uwag nasuwa się niejako automatycznie. Zmiany w naszej lokalnej służbie zdrowia zachodzą – pomiar temperatury to teraz wycelowany w czoło pacjenta pistolecik z błyskawicznym odczytem a nie mozolne 5 minutowe trzymanie kruchego szklanego rtęciowca pod pachą. Ale z drugiej strony nieśmiertelne pytanie – stolec był – zawsze rodzi chęć żartobliwej odpowiedzi – nie znam gościa…
Każdy kto trafił do szpitala w stanie względnie normalnym – przytomny – bez zagrożenia życia – musi poradzić sobie z czasem. A właściwie z jego nadmiarem…
W obecnych czasach z tym łatwiej – jest internet. Ja jednak wybrałem staroświecki pożeracz czasu – książkę – co prawda w formie e-booka. Intrygująca opowieść o polskich wojakach gdzieś na afrykańskiej spalonej słońcem ziemi. Nie będę opowiadał fabuły – podam tylko tytuł i autora: Afrykanka – Artur Baniewicz. Pan Baniewicz chyba nie jest bardzo popularny – a szkoda. W jego książkach znajdzie się coś dla chłopaków i dla dziewczyn – w każdym wieku. Oczywiście tym pełnoletnim – pióro pana Artura jest dość sugestywnie plastyczne. Więcej nic już nie napiszę – marny ze mnie krytyk literacki.

A co ty o tym myślisz?